• Wpisów:11
  • Średnio co: 127 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:33
  • Licznik odwiedzin:2 878 / 1524 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

X

Szukałam najłatwiejszej drogi śmierci. Przez głowę przechodziły mi setki myśli czy na prawdę chce to zrobić. Z początku sądziłam, że tak, potem miałam coraz większe wątpliwości. Cieszyłam się, że Colin był ciągle obok mnie. Czułam sie jak pokrzywdzony dzieciak. Nie wiedziałam kim jestem, co chce, a czego nie. Płakałam z bezsilności. Czułam jak środki po woli przestają działać, miałam coraz więcej siły. Próbowałam wstać. Coli mnie powstrzymał. Spojrzałam na niego niezbyt miłym spojrzeniem. Coraz bardziej wydawało mi się, że wcale go nie potrzebuje, że jest tylko intruzem w tym mieszkaniu. Będąc na środkach wydawało mi, ze go potrzebuje. Teraz sądzę wręcz przeciwnie. Co oni we mnie wstrzyknęli?! Udało mi się. Wstałam. Pomimo tego, ze Colin chciał aby było inaczej. Poszłam do kuchni. Wzięłam kubek z wodą, po wypiciu udałam się w stronę łazienki Wstał i poszedł za mną. Zatrzymałam się przed drzwiami. Odwróciłam się twarzą do Colina. Poczułam delikatny oddech na ustach. Łzy napływały do moich oczu.
- Do łazienki mogę iść? Tam też pójdziesz za mną - Zapytałam.
Ledwo potrafiłam mówić. Łzy przejęły nade mną władzę.
- Melodi, to nie jest tak, że teraz będę ciągle za Tobą chodził. Chcę wiedzieć, że już nic sobie nie zrobisz.
- Nikogo nie powinno interesować to co robię! - Przerwałam krzycząc.
Colin wziął bluzę i kierował się w stronę drzwi.
- Tego właśnie chcesz? Proszę bardzo. Masz czego chciałaś. - wyrzucił z siebie.
- Colin - powiedziałam cicho.
Usłyszałam tylko trzask zamykających się drzwi. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
- Jesteś głupia, jak tak mogłaś, jesteś głupia, zniknij z życia Colina - powtarzałam sobie w myślach.
Zastanawiałam się czy zadzwonić do Any i opowiedzieć jej o wszystkim. Bałam sie jak zareaguje, nie chciałam zostać wyrzucona z zawodu modelki. Może powinnam sama odejść. Przyjść stanąć przed wszystkimi, spojrzeć im w oczy, uśmiechnąć się i powiedzieć " ODCHODZĘ, ZNAJDŹCIE SOBIE KOGOŚ INNEGO, LEPSZEGO" i wyjść z jeszcze większym uśmiechem. Tylko gdybym była odważniejsza. Usiadłam na fotelu. Patrząc w sufit próbowałam zahamować łzy. Udało mi się. Siedziałam jeszcze przez chwilę. Jedyne czego chciałam to zniknąć z życia Colina. I tak postanowiłam zrobić. Wstałam, spakowałam trochę ubrań, spojrzałam ostatni raz na mieszkanie i wyszłam. Nie chciałam spotkać nigdzie Colina. Poszłam do pobliskiego lasu. Usiadłam na dużym kamieniu, zaczęłam zastanawiać się nad obecną sytuacją. Wyjęłam telefon z plecaka. Odblokowałam go i wybrałam numer Colina.
- Gdzie jesteś? - zapytałam
- Teraz Cie to interesuje? Nie za późno? - odpowiedział.
- O wiele za późno. Pamiętaj, ze Cie kocham - powiedziałam.
- Meledi c..... - próbował powiedzieć Colin, rozłączyłam rzucając telefonem. Nie chciałam wracać do mieszkania. Nie wiedziałam czego chcę. Pragnęłam śmierci i miłości. Dam radę oszukać śmierć i żyć spokojnie otoczona miłością? Może lepiej oszukać miłość i podjąć decyzję o śmierci.
- Czy Pani się czasem nie zgubiła?
Usłyszałam znany mi głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Colina. Podbiegłam do niego. Rzuciłam się mu na szyję. Przytuliłam się do Niego bardzo mocno. Nie wiedziałam dlaczego tak postąpiłam. Czułam jakby jedynie czego mi brakowało do szczęścia to jednak bliskość Colina. Colin początkowo nie odwzajemniał tak wielkiego gestu.
- Przepraszam, Kocham Cie, na prawdę cię kocham. - mówiłam ciągle.
- Melodi, jeżeli nic się nie zmieni będę musiał wyjechać. Takie kłótnie wykończą Ciebie. Mnie też. Po prostu chce abyś była szczęśliwa - Powiedział stanowczo patrząc się prosto w moje oczy.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Ehhhh, a co Ty tu robisz. Dlaczego masz plecak? - zapytał łagodniejszym tonem.
- Bo ja... Ja... chciałam zniknąć z Twojego życia. Chciałam abyś był szczęśliwy.
Colin lekko się uśmiechnął, zbliżył swoją twarz do mojej, patrzeliśmy sobie prosto w oczy, poczułam delikatny oddech na moich ustach. Przez moje zmarznięte od zimna ciało przeszły dreszcze. W końcu jego usta dotknęły moich.
- Jestem szczęśliwy tylko przy Tobie - powiedział cicho.
Każdy jego oddech, który odczuwałam na moich różowych ustach powodował coraz większe dreszcze. Colin delikatnie mnie pocałował. Jego usta idealnie pasowały do moich. Odwzajemniłam pocałunek. Poczułam zimne ręce na moich biodrach.
 

 

IX

Poszliśmy się położyć do łóżka, ponieważ było mi słabo, krew przelatywała przez bandaż, ja płakałam, nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Przytuliłam się do Colina i płakałam. Płakałam jak małe dziecko, któremu odebrało się najlepszą zabawkę. Colin mnie uspokajał, coraz mocniej przytulał. Po chwili wstał. Poszedł do łazienki. Wrócił
z bandażem. Zmienił mi opatrunek. Zobaczył, że rany na moich rękach są bardzo głębokie, wcześniej nie było tak tego widać. Zadzwonił po pogotowie.
- Colin! Wiesz co Ty właśnie zrobiłeś! Tak Ci na mnie zależy, tak? Jeżeli oni zobaczą co zrobiłam to nawet nie chce myśleć co zrobią! Jesteś głupi! Nienawidzę Cię! Dałabym sobie rade! - zaczęłam krzyczeć płacząc.
- Nie widzisz, że mi na Tobie zależy i się boję o Ciebie! Pogotowie musi zobaczyć jak bardzo poważnie się pokaleczyłaś! A według Ciebie co miałem zrobić, Melodi? Co miałem zrobić?! - odkrzyknął.
- Zostawić mnie. Chciałam umrzeć. A Ty? Ty wszystko zepsułeś! Jeżeli nie zrobiłam tego dziś, zrobię to kiedy indziej! Myślisz, że właśnie jesteś jakimś bohaterem, bo zatrzymałeś mnie? Nie! Jesteś tchórzem, bo bałeś się, że nie będzie mnie przy Tobie, że będziesz sam! - Krzyczałam, bez zastanowienia.
Colin zaczął coraz bardziej krzyczeć. Nie pamiętam co krzyczał. Zbyt mocno płakałam. Zobaczyłam, że Colin ma również łzy w oczach. Po paru minutach panowie z pogotowia zapukali do drzwi. Colin pobiegł do drzwi. Weszli. Rozmawiali po angielsku. Szkoda. Chciałam się z nimi nie dogadać! Nie chciałam pomocy! Colin opowiedział im wszystko. Podeszli do mnie. Podali mi rękę. Chyba nie podobało im się to, że siedzę na podłodze. Wstałam, nie patrzałam na nich. Podeszłam do stojącego dwa metry odemnie krzesła i usiadłam. Poszli za mną. Wzięli mi rękę i zaczęli sprawdzać moje rany, każdą z osoba. Płakałam z złości. Wyłam z bólu. Podali mi lek przeciwbólowy i na uspokojenie. Nie chciałam wziąć tabletki, wstrzyknęli mi strzykawką. Zszyli mi parę ran. Kazali przyjechać do szpitala za dziesięć dni. Wzięli Colina do innego pokoju i rozmawiali o czymś. Nie mogłam do nich iść, po tych cholernych lekarstwach nie miałam siły ustać na nogach. Wbiegli do pokoju słysząc jak coś uderza o podłogę. Byłam to ja próbująca wstać i chcąca iść się położyć. Colin jak najszybciej wziął mnie na ręce i poszedł położyć mnie na łóżko. Panowie z pogotowia wyszli w tym czasie. Colin usiadł obok mnie.
- Chcesz wody? - Zapytał
Odpowiedziała mu cisza. Nie chciałam z nim rozmawiać.
- Jesteś głodna?
Cisza.
- Odezwiesz się do mnie?
Odwróciłam się do Colina tyłem.
- Melodi!
Łzy znów zaczęły spływać po moich zaróżowionych policzkach
- Obiecaj mi coś
- Co? - odpowiedziałam jak najciszej mogłam
- Nie rób już tego więcej - Zaczął mnie prosić.
- Chce umrzeć. - Powiedziałam.
Próbowałam wstać i przytulić się do Colina. Udało mi się. Colin pocałował mnie w czoło. W prawdzie czułam się przy nim bezpieczna ale to nie tego szukałam.




--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że pisze dopiero teraz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To czego szukałam znajdowało się właśnie w kosmetyczce. Nie musiałam długo szukać. Sięgnęłam po leżącą obok malinowego żelu do ciała maszynkę do golenia. Wzięłam ją. Pobiegłam do kuchni. Wzięłam nóż. Jak najszybciej rozkręciłam maszynkę aby dostać się do żyletki. Trzy lata temu wyszłam z nałogu. Nałogowo cięłam swoje nadgarstki, nogi, brzuch. Cieszę się, że nikt na sesji nie zauważył. Staram się to ukrywać. W końcu wykręciłam żyletkę. Podeszłam do łóżka. Usiadłam. Podwinęłam rękawki, rękę położyłam na kolanie
i po prostu to zrobiłam. Bez żadnego pohamowania. Nie umiałam przestać. Z całej ręki lała się krew.
*oczami Colina*
Kiedy Melodi powiedziała mi o tym, że chce abym poleciał z nią do Rennes nie umiałem w to uwierzyć. Zastanawiałem się co Ona znów wymyśliłam. Bałem się, że ten cały wylot sprawi, że coś się stanie między nami. Miałem racje, coś się zmieniło. Zmieniło się więcej niż chciałem. O wiele więcej. Pierwszy pocałunek z Melodi był cudowny. Chciałem go. Sam nie wiem dlaczego. Chce być blisko Melodi ale coś mi nie pozwala. Zobaczyłem, że Melodi żałuje pierwszego pocałunku ale chce więcej. Więc zacząłem całować. Kiedy leżeliśmy już na łóżku, nie wiedząc co by się stało, zadzwonił telefon. Cieszę się, że Ana wybrała ten moment na zadzwonienie. Zobaczyłem również, ze Melodi bardzo żałuje tego co się stało. Postanowiłem, ze wyjdę z mieszkania.
A teraz? Teraz błąkam się po ulicach. Nagle coś mnie natchnęło aby wrócić. Zacząłem się bać
o Melodi. Pobiegłem szybko do mieszkania. Wbiegłem. Zobaczyłem co robi Melodi. Wyrwałem żyletkę z jej trzęsącej się ręki. Zobaczyłem jak płacze. Ja również zacząłem płakać. Wziąłem ją na ręce, zaniosłem do łazienki, wziąłem wacik i wodę utlenioną. Obmyłem jej rękę. Chciałem zaczął krzyczeć. Jedynie co zrobiłem to wziąłem bandaż i obwinąłem rękę Melodi. Zadzwoniłem do Any, że Melodi wylądowała w szpitalu, bo ma gorączkę i zasłabła. Nie wiedziałem, że potrafię tak kłamać. Pomogłem wstać Melodi. Złapałem ją za biodra. Spojrzałem prosto w oczy.
- Teraz masz mnie. - powiedziałem.
Musnąłem delikatnie moimi ustami, usta Melodi. Melodi spuściła głowę na dół. Podniosłem jej głowę, spojrzałem w oczy.
- Uśmiechnij się - dodałem.
Pokazała mi swój wymuszony uśmiech.
*oczami Melodi*
Kontynuowałam swoje czyny. Po chwili do mieszkania wbiegł Colin. Podbiegł do mnie. Wyrwał mi żyletkę, nie wiedziałam co mam zrobić. Colin wziął mnie na ręce, obmył rękę, zawinął bandażem i usprawiedliwił moją jutrzejszą nieobecność Anie. Pod koniec powiedział, że teraz jest przy mnie. Delikatnie pocałował.
- Colin - powiedziałam
- Tak? - odpowiedział
- To teraz zamiast ja i Ty, jesteśmy my? - Zapytałam
- Tak. Obiecuje, że Cię nie skrzywdzę, tylko niech nie powtórzy się to co dziś. Nie rób tego więcej. Proszę. - odpowiedział stanowczo.
- Nigdy więcej - powiedziałam.
Stanęłam na palcach. Objęłam Colina. Chciałam go pocałować ale był szybszy.




----------------------------------------------------------------------------------------------------
Romantyzm pomiędzy Melodi a Colinem. Hmmmm. Czy uda im się jako para? Czy Melodi znów wpadnie w nałóg?
Podoba się ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

VII

Colin odwzajemnił pocałunek. Po chwili mnie odepchnął.
- Co Ty robisz?! - zapytał się mnie.
Łzy napłynęły do moich oczu.
- Teraz będziesz płakała?! - dodał.
- Co... Coli... Colin... nie czekałeś na to? Nie chciałeś właśnie tego? Ten sposób spania. Łapanie mnie za biodra. Bycie blisko mnie - mówiłam przez łzy.
- Melodi. Tak, chciałem tego! A teraz? Teraz nie chce! Chce jedynie wrócić do domu! - zaczął krzyczeć.
Przytuliłam go bardzo mocno. Wiedziałam, że potrzebuje bliskości. Sądziłam, że to bez sensu co robię. Po chwili poczułam jak Colin odwzajemnia przytulenie. Czułam się o wiele lepiej. Zrobiłam mały krok w tył. Spojrzałam w jego cudowne oczy.
- Przepraszam. Zapomnijmy o tym. Niech będzie jak wcześniej. Tylko nie wyjeżdżaj. Proszę. - powiedziałam z nadzieją, że zostanie ze mną.
- Nigdzie się nie wybieram. Ja też przepraszam. Zareagowałem tak, bo nie chciałem aby coś się pomiędzy nami zmieniło - tłumaczył.
Staliśmy patrząc sobie w oczy. Chciałam powtórzyć pocałunek. Bałam się. Nie wiedziałam jak zareaguje. Ale... to On mnie pocałował tym razem. Objął mnie za biodra. Położyłam mu ręce na ramionach i szyi. Zamknęłam oczy. Poczułam motylki w brzuchu. Pocałunek był nieziemski. Po chwili Colin mnie podniósł. Trzymał mnie na rękach. Pocałunek nadal trwał. Szedł ze mną. Położyliśmy się na łóżku. Colin położył mnie na siebie. Nadal się całowaliśmy. Zadzwonił mi telefon. Zeszłam z Colina. Żałowałam tego co się stało. Colin się domyślił. Popatrzył chwilę na mnie. Kiedy sięgałam po telefon, Colin wziął kurtkę i wyszedł z mieszkania. Spojrzałam na telefon. Na wyświetlaczu pojawił się numer i zdjęcie Any.
- Hallo. Melodi. Słyszysz mnie? - Zapytała Ana
- Hej, hej. Tak. - odpowiedziałam.
- Jutro masz swój pierwszy raz na wybiegu. - powiedziała szczęśliwa
- Tak?! To wspaniale - wykrzyczałam
- Jutro się jeszcze odezwę. Pa. - powiedziała rozłączając się.
Odłożyłam telefon na półkę która znajdowała się obok łóżka. Nie wiedziałam czy mam się z tego powodu cieszyć czy płakać. Wybuchnęłam płaczem. Pobiegłam do łazienki. Otworzyłam kosmetyczkę...





VIII postaram się dodać jutro :3 Jak myślicie, co Melodi wyciągnie z kosmetyczki?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

VI

Poczułam zapach jego obrzydliwych perfum. Kto psika się tak okropnym perfumem? Złapał mnie za biodra. Powiedział, że na dzisiejszej sesji byłam wspaniała. Bałam się. Tak potwornie się bałam. Łzy napłynęły do moich oczu. Fotograf to zauważył. Po cichu się zaśmiał i otarł łzy spływające po moim policzku. Zrobiłam krok w tył.
Światło świecące prosto w moją mokrą od łez twarz, drażniło coraz bardziej moje oczy.Zapytałam się czy może wyjść, chciałam się tylko przebrać w moje ubrania i wyjść z tego koszmarnego miejsca. Wyszedł. Powiedział mi,że mam nikomu nie mówić co się wydarzyło. Ubrałam się bardzo szybko i wybiegłam. Szłam zastanawiając się jaka sytuacja miała przed chwilą miejsce. Byłam w szoku. Po chwili dopiero zrozumiałam co się stało. Wybuchnęłam płaczem. Ludzie patrzyli na mnie zszokowani. Przez głowę przechodziło mi setki myśli. W końcu byłam przed miejscem mojego zamieszkania. Nie wiedziałam czy chce tam wejść. Wiedziałam tylko, że Colin będzie się mnie wypytywał o wszystko. Zaryzykowałam. Weszłam. Przekręciłam klucz w drzwiach. Weszłam do środka.
- Colin! Wróciłam - zawołałam.
Odpowiedziała mi cisza. Colina nie było w domu. Może to i dobrze. Poszłam wolnym krokiem do kuchni, zobaczyłam list.
MELODI! WRÓCIŁAŚ, A MNIE DALEJ NIE MA? POSZEDŁEM POZWIEDZAĆ I NA ZAKUPY. JAK MOŻESZ ZAUWAŻYĆ, LODÓWKA JEST PUSTA. DO GODZINY POWINIENEM WRÓCIĆ, A JAK NIE WRÓCĘ TO PRZECZYTAJ TEN LIST JESZCZE RAZ. COLIN
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Skoro nie ma nic do jedzenia to pójdę się przebrać i zmyć makijaż. - Pomyślałam.
Ubrałam dres. Zrobiło się trochę chłodno. Założyłam bluzę, której właścicielem jest Coli. Była duża i wygodna. Sądzę, że się nie pogniewa. Usiadłam na fotelu i włączyłam TV. Długo nie popatrzałam, każdy kanał był w języku francuskim. Na korepetycje nie chce mi się chodzić. Oj. Dobrze, że zabrałam książkę z sobą, sięgnęłam po nią. "Malowany welon" (nigdy nie czytałam więc nie wiem jaka jest). Książka bardzo mnie wciągnęła. Wrócił Coli. Po trzech godzinach.
- Stary, gdzie Ty byłeś tyle czasu?! - zapytałam udając, że jestem zła.
- Nie przeczytałaś listu? - odpowiedział.
Podeszłam do niego. Położyłam ręce na ramieniu Colina, spojrzałam mu prosto w oczy.
- Przeczytałam. - powiedziałam cicho.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Czułam jakby czas stanął w miejscu.
- Kto ostatni w kuchni robi kolację - Powiedział śmiejąc się.
Pobiegliśmy. W takich momentach jak ten żałuję, że nie ćwiczyłam na wf. Musiałam gotować obiad. Robiąc ciasto na makaron poczułam jak ktoś stoi za mną i łapie mnie za biodra. To był Colin. Zapytał się czy pomóc w obiedzie. Przytaknęłam. Zrobiliśmy szybko obiad. Zjedliśmy popijając winem.
- Za tam pyszny obiad coś mi się należy. - Powiedział pewny siebie Colin.
- Obiad jest moją zasługą! - odpowiedziałam
- Zasługuję na coś czy nie? - Zapytał
Podeszłam bliżej do Colina. Stanęłam na palcach. Pocałowałam Colina.
 

 

V

Po bardzo długim i przyjemnym śnie w końcu się obudziliśmy. Promienie słońca przebijające się przez zasłony w oknie świeciło nam prosto w oczy. Uśmiechnęliśmy się i Colin wstał. Ja zostałam w łóżku i przykryłam się cała kołdrą, nie chciało mi się wstawać. Nagle Colin pociągnął mnie za stopę i spadłam z łóżka.
- Głupek! - Krzyknęłam udając, że mnie to zabolało.
Coli patrzał na mnie wzrokiem małego szczeniaczka.
- Jestem na Ciebie zła! Chcesz wybaczenia? To poproszę śniadanie! - Dodałam prawie wybuchając z śmiechu.
Colin wziął mnie na ręce, zaniósł na krzesło. Poszedł do kuchni. Wrócił po dwudziestu minutach.
- La dame! Śniadanie podano. - powiedział Colin próbując mówić francuskim akcentem.
Śniadanie wyglądało pysznie i takie było. Naleśniki z sosem czekoladowym, malinami, bananami i truskawkami. Mniam. W trakcie jedzenia zadzwonił mi telefon. Odebrałam.
- Bonjour Melodi! Parlez-vous français? - Zapytała Ana.
- Hmmmm.. Ano, niezbyt rozumiem francuski ale od dziś szukam korepetycji! - szybko się wytłumaczyłam.
- Ok... Dzisiaj na ulicy Le Brosne masz swoją pierwszą sesję zdjęciową! Musisz tam być sama. Bez Colina. Idziesz tam całkiem sama. Musisz być odpowiedzialna. Masz tam być o 13.
- Ok, będę. Pa
Rozłączyłam się. Nawet nie dokończyłam jeść kiedy poszłam poszukać jakiś ubrań które będą pasować na pierwszą sesję. Znalazłam! Kremowa sukienka i sweterek, dopasowałam do tego naszyjnik. Zrobiłam lekki makijaż i pożegnałam się z Colinem. Wytłumaczyłam my, że muszę iść sama. Szłam szybkim krokiem, zatrzymując się co chwilę i fotografując okolicę. O dwunastej pięćdziesiąt byłam już na miejscu. Hmmm... nie pomyliłam budynków? Spróbowałam i weszłam do środka. Szłam po czerwonym dywanie, ściany były czarne. Wyglądało trochę jak w burdelu. Weszłam w końcu do miejsca gdzie znajdował się fotograf
- Melodi? Jesteś na prawdę piękna! Tam masz wybrany strój. - Powiedział
- Dzień dobry! Ok, już idę się przebrać - Odparłam.
Wzięłam ten strój jeżeli można to tak nazwać. Zakryje mi to jakąś część ciała ?! Ubrałam się.
Pupę miałam na wierzchu. Fotograf zrobił mi parę zdjęć. Na koniec zaproponował nagą sesję, niestety musiałam się zgodzić. W końcu mogłam iść się ubrać, byłam w przebieralni, kiedy wszedł On... fotograf... zbliżył się do mnie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

IV

- Tak?-Zapytałam z zaniepokojeniem.
- Za dziesięć minut lądujemy i emmmmm... nie ważne - odpowiedział.
Usiadł na miejsce. Uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. Hmmmm, co Colin mógł chcieć? Odwrócił twarz w moją stronę. Nasze oczy spotkały się
w tym samym czasie. Czułam, że łzy napływały mi do oczu. Na szczęście zahamowałam je uśmiechem. Coli patrzał się na mnie bardzo dziwnie, również się uśmiechnął. Nagle zapytał się czy chcę orzeszki solone. Nie pogardziłam tak pyszną przekąską. Były wyjątkowo mocno słone. Mniam. Wyjadłam Colinowi pół paczuszki. Miał rację. Po dziesięciu minutach byliśmy już na lotnisku
w Rennesie. Wyszłam z samolotu. Widoki z lotniska były przepiękne. Dużo pięknych zabytków, krajobrazów. Odebrałam bagaż. Przed lotniskiem czekała na mnie, Ane i Colina taksówka. Szybkim krokiem szliśmy do niej. Taksówkarz był bardzo miły. Wysiadł z taxi odbierając nam bagaż, wkładając do bagażnika a na końcu otwierając drzwi samochodu. Wsiedliśmy. Jechaliśmy w bardzo przyjemnej atmosferze. Dojechaliśmy pod moje nowe mieszkanie. Będę mieszkała tu razem z Colinem. Tutaj opuszczam Ane. Ana będzie mi co jakiś czas wysyłała adresy miejsc gdzie mam się wstawić. Dam sobie tu rade? W końcu nie będę sama. Ale czy Colin mi pomoże? Może pozna inną i zapomni po co tu ze mną jest. Wyszliśmy z taksówki płacąc 20 euro za przejazd. Taksówkarz wyjął nasze bagaże
z bagażnika. Stanęliśmy przez drzwiami mieszkania.
- To co wchodzimy do środka?- Zapytałam zaciekawiona jak wygląda wnętrze mojego mieszkania.
Weszliśmy. Wnętrze było cudownie urządzone. Prawie jak w zamku. Nigdy nawet nie marzyłam
o tak pięknym miejscu zamieszkania. Od razu rozpakowałam ubrania do ogromnej szafy. Ana kazała nam odpocząć. Powiedziała, że jutro się odezwie. Wyszła. Colin zamknął za nią drzwi. Podszedł do mnie. Złapał mnie na rękę.
- Teraz jesteśmy już sami.- szepnął mi do ucha.
Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- To co? Opijamy wolność? - Zapytał wyciągając butelkę wódki z plecaka.
- Skoro nalegasz - Odpowiedziałam śmiejąc się.
Pobiegliśmy do kuchni. Colin obszukiwał kuchnię szukając szklanek. Coli robi przepyszne drinki. Mniam. Zobaczyłam, że w salonie jest ogromna wieża muzyczna a obok niej stoi stos różnorodnych płyt. Od razu włączyłam mój ulubiony zespół. Zaczęłam tańczyć. Colin w tym czasie dokończył drinki. Podszedł do mnie. Zaczęliśmy razem tańczyć, skakać, piliśmy drinki. Jeden po drugim.
Po pewnym czasie wódka się skończyła. Poszłam się kąpać. Łazienka była również pięknie urządzona. Rozebrałam się. Ubrania powiesiłam na wieszaku który znajdował się obok drzwi. Weszłam do wanny. Odkręciłam wodę. Woda szybko zmoczyła moje ciało. Po dwudziestu minutowej kąpieli wyszłam z łazienki. Colin podszedł do mnie delikatnie objął.
- Zmykaj pod kołderkę, bo mi zamarzniesz - rzekł.
Był taki troskliwy. Coli poszedł do łazienki. Wyszedł po trzydziestu minutach. Wszedł do mojego łóżka. Położył się obok.
- Mogę się przytulić? - Zapytałam
- Jeżeli chcesz. - Odpowiedział
Przytuliłam się kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Zasnęliśmy.
 

 

III

Nagle mama wychyliła się zza drzwi i spojrzała na mnie smutno. Domyślała się o co chodzi. Wstałam. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Mama szeptała mi do ucha i mówiła, ze wszystko będzie dobrze. Opowiedziałam mamie o tym co wydarzyło się z Colinem. Mama jest moją przyjaciółka. Oprócz Colina nie mam nikogo. Mama poprosiła mnie o pomoc przy gotowaniu obiadu.
Nie wierzę. To już dzisiaj. Wstałam wcześniej niż zwykle. Ledwo wstałam z łózka. W końcu to ostatnia noc spędzona w nim. Szkoda. Od razu poszłam pod prysznic. Woda delikatnie spływała po moim ciele. Ubrałam się w czarne spodenki i bezowa koszule. Wyszłam z łazienki. Stanęłam przed małą szafa z ubraniami, wyciągnęłam walizkę z motywem Paryża. Wszystkie ubrania z mojej szafeczki wylądowały w walizce. Ledwo ją zapięłam. Od razu zadzwoniłam do Colina. On również był już spakowany. Straszenie się stresuje podróżą. Czy na pewno będzie w traktacie lotu wszystko ok? Czy może nam się coś stać? Zeszłam na dół. Mama już tam na mnie czekała. Zrobiłam sobie śniadanie. Kanapki z sałata
i pomidorem to najlepsze co może być. Zjadłam szybko popijając to wszystko gorącą malinową herbata. Usłyszałam dźwięk samochodu parkującego obok mego domu. Szybko wybiegłam aby zobaczyć kto to. Była to Ana z Colinem. Wzięłam walizkę, przy drzwiach odebrał mi ją Colin. Ale z niego dżentelmen. Wsiedliśmy do samochodu. Po godzinie byliśmy już na lotnisku. Odprawa była bardzo długa i nudna. Przez cały czas rozmawiałam z Colinem. Ana milczała. Stwierdziłam z Colim, że Ana jest strasznie dziwna. Cieszę się, iż leci ze mną. Przy nim czuje się bezpieczna. Po tej długiej i męczącej odprawie w końcu zajęliśmy miejsca w samolocie. Usiałam z Colinem. Obok Colina miejsce zajęła Ana. Hmmmmm, kiedy rozmawiałam tak długo i tak szczerze z Colinem. Wyżaliłam mu się na każdy temat. Coli nie wiedział o moich przeróżnie ważnych problemach. Za każdym razem, gdy mówiłam mu kolejne i kolejne tajemnice bądź problemy On mnie przytulał coraz mocniej. Byłam w niego bardzo w tulona. Nie myślałam co robię. Byłam jak w niebie. W końcu się ocknęłam i wyrwałam się
z jego ramion.
- Colin, przepraszam ale nie chcę niczyjej bliskości. - Powiedziałam nagle.
- To ja przepraszam, nie powinienem wykorzystywać tego, że jest Ci smutno na przytulaniu Ciebie. - Odpowiedział z smutkiem Colin.
Nastała cisza. Nie wiedzieliśmy nawet kiedy Ana opuściła swoje miejsce i się przesiadła zostawiając liścik " Nie chcę Wam przeszkadzać".
- Idę do ubikacji. - Dopowiedział Colin.
Poszedł. Przez głowę przechodziły mi różne myśli.
"Melodi, Colin to Twój przyjaciel, pamiętaj o tym Melodi." powtórzyłam sobie to zdanie dziesięć razy. Wrócił Colin.
- Melodi, muszę Ci coś powiedzieć.



I jak? Może być?
 

 

II

Obudziłam się po dwóch godzinach snu. Nie potrafiłam kontynuować dalej snu. Przekręcałam się z boku na bok. Myślałam jak to będzie jako modelka jeżeli uda mi się dostać dalej. Przez to myślenie straciłam poczucie czasu.Nawet bym nie pomyślała, że jest już rano. Wstałam z ciepłego, wygodnego łóżka, ubrałam kremowy szlafrok
i zeszłam po schodach do salonu. Tam czekało na mnie śniadanie. Mama na pocieszenia zrobiła mi naleśniki, nie jestem pewna czy mogę je zjeść. Ehhh, zjadłam. Mama się bardzo dziwnie zachowywała, jakby chciała mi coś powiedzieć.
Zapytałam się o co chodzi, odpowiedziała mi, że Pani Ana dzwoniła i powiedziała, że za dwa tygodnie mam lot do Rennesu, tam będę miała wynajęte własne mieszkanie, codziennie będę miała sesje, będę chodziła po wybiegach.
Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, moje zielone oczy zaszkliły się, to były łzy szczęścia. Mama podeszła do mnie, przytuliła i pogratulowała. Kocham matczyny uścisk. Daje tyle miłości. Od razu zadzwoniłam do Colina. Umówiłam się z nim na spotkanie. Pobiegłam do pokoju, otwarłam szafę i myślałam co ubrać. Wyciągnęłam
delikatnie miętową koszulę i zwykłe jeansy. Szybko się w to ubrałam. Było chłodno, więc na szyję ubrałam czarny szalik. Wyszłam z domu, wzięłam rower i pojechałam na "nasz most przyjaźni". Jechałam dwadzieścia minut
kamienistą drogą, aż dotarłam na miejsce.
Rzuciłam rower, podbiegłam do Colina i rzucając mu się na plecy, przytuliłam Go. Colin to mój najlepszy przyjaciel. Colin odwzajemnił uścisk. Był bardzo zdziwiony, nigdy wcześniej się nie przytulaliśmy tak długo.
- Zakochałaś się czy co? - Zapytał się Colin wybuchając śmiechem.
Zaśmiałam się. Usiedliśmy na barierce i opowiedziałam wszystko. Od początku do końca. Poprosiłam Go żeby wyjechał ze mną. Myślał, że żartuje. Gdy zobaczył moją minę to wiedział, że żartuje.
- Colin, to jest szansa mojego życia. Sama nie dam sobie rady. - Dodałam, błagając aby się zgodził.
- A co z pracą, domem, rodziną? Co im powiem? Ehhh, no nie patrz na mnie takim wzrokiem. Noooo Melodi
proszę Cię, nie patrz się tak. Głuptasie, przekonałaś mnie - Powiedział szczęśliwy
Zaczęłam skakać z szczęścia. Tańczyć, śpiewać, przytulać go i dając buziaka w policzek. Wyciągnął ręcę. Swoimi zimnymi dłońmi objął mnie za biodra, przyciągnął do siebie i patrząc mi w oczy zadał pytanie
" A to za co ? ". Odpowiedziałam " Za to, że jesteś ". Obejmował mnie tak z 5 minut, po czym zrobiłam niepewnie krok do tyłu. Powiedziałam, że muszę iść, odezwę się wieczorem, wzięłam rower i odjechałam. Jadąc zaczęłam płakać tak bez powodu. Może to ze szczęścia a może ze smutku. W głębi serca byłam smutna, że zostawię wszystkich
w Oksfordzie.
Zeszłam z roweru, weszłam do domu, zamykając drzwi oparłam się o nie i zjeżdżałam wolno w dół. W końcu usiadłam na brązowych panelach, kolana przyłożyłam do klatki piersiowej, twarz położyłam do kolan i cicho zaczęłam szlochać.




Podoba się chodź trochę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

I

Założyłam moją ulubioną delikatnie miętową sukienkę (http://img.likely.pl/photo/large/20120731/mietowa-sukienka-likely-pl-2f41f121.png), która idealnie podkreślała moją figurę, poprawiłam delikatnie makijaż i wyszłam z domu. Szłam wolnym krokiem przez brudne ulice Oksfordu, mijając wesołych i smutnych ludzi. Widziałam niejedną bójkę, kłótnię, szczęście po drodze, aż w końcu dotarłam na miejsce. Stanęłam przed wielkimi drzwiami i robiąc głęboki wdech zrobiłam krok do przodu otwierając je. Zaczęłam się rozglądać z zaniepokojeniem, sale przepełniały przepiękne, chude dziewczyny. Były ode mnie chudsze o 3 rozmiary, niektóre nawet o 5. W dużym pomieszczeniu panowała niezręczna cisza.
Nikt z nikim nie mówił, każdy traktował każdego jak wroga. Nagle z sali wybiegła w bieliźnie, zapłakana 19-letnia dziewczyna. Zaraz po niej wyszła prowadząca casting Ana i zawołała mnie – „ Melodi Linton’’. Weszłam do środka, sala przesłuchania była piękna, białe biurka, posrebrzany wybieg i mnóstwo ubrań, od tych mniej skromnych do tych bardziej.
Pani Ana zrobiła mi kilka zdjęć a to w bieliźnie a to w sukienkach. Dowiedziałam się, że powinnam schudnąć parę kilogramów. Z rozmiaru 34 muszę schudnąć do 32. Wyszłam zawiedziona, bo jak mam schudnąć dwa rozmiary, jak już mało jem i ciągle ćwiczę. Dam radę. Wróciłam do domu taxi. Opowiedziałam wszystko mamie. Poszłam na górę, otwarłam brązowe drzwi do mojego pokoju i weszłam do niego, ledwo doszłam do mojego łóżka na którym leżała czerwona kołdra z czarnymi poduszkami to wybuchnęłam płaczem. Sięgnęłam po laptop, otarłam łzy delikatnie spływające po moich policzkach
i włączyłam go. Weszłam na fora internetowe
o modelkach ich dietach, stylu życia. Postanowiłam, że dostosuję się do tego. Nie wiedziałam nawet kiedy minęły trzy godziny. Wyłączyłam laptopa, wyciągnęłam z małej, brązowej szafy, moją, bawełnianą, różową piżamę, weszłam do łazienki, zdjęłam ubrania, nalałam do wanny wody z dużą ilością płynu kokosowego. Kiedy woda osiągnęła idealną temperaturę weszłam do wanny. Po długiej, przyjemnej kąpieli, założyłam piżamę, położyłam się do łóżka i nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›